piątek, 16 lipca 2010

Brzegiem Bałtyku PL - etap I / cz.1 / dzień 1

Etap I : Świnoujście - Jarosławiec
Cz. 1 : Świnoujście - Kołobrzeg
Dzień 1 : 2010-07-08
Odcinek : Świnoujście - Międzyzdroje
Odległość plażą : 11,3 km
Przebyta odległość dzienna (wraz z wejściami w głąb lądu) : 12,33 km
Przebyta odległość całkowita (suma odcinków) : 12,33 km
Nocleg: Pole Namiotowe "GROMADA" Międzyzdroje, ul. Cicha 7, (GPS: N53 55.396` E014 26.342`)


Pociąg do Świnoujścia ruszył... całkiem pozbawiony pasażerów skład Tanich Linii Kolejowych ukazał swą marketingową  sztuczkę najpierw w kasie a później swoje prawdziwe oblicze w osobie kierownika pociągu. Informacja o przesiadce miała tyle wersji ile źródeł. Pasażer jak zwykle musiał zdać się na własne dochodzenie co, jak, gdzie i kiedy. Pociąg jechał a plenery zaokienne nagrzewały się w upalnym słońcu.

Dojechaliśmy.
Trasę planowaliśmy bardzo ogólnie, toteż zrobiło się troszkę nerwowo gdy w ogromnym upale (temperatury w pierwszych kilku dniach przekraczały 35 stopni w cieniu) okazało się, że ze względu na Port nie ma bezpośredniego dojścia do plaży wzdłuż kanału portowego.


Pozostała jedynie okrężna wycieczka przez skrajnie rozgrzane miasto. Uznaliśmy, że byłby to kondycyjny falstart a mieliśmy już taki falstart na koncie w postaci pęcherza, jako frycowe za użycie nowych butów. Limit błędów był już na wyczerpaniu na samym starcie.
Pytając zatem ludzi o drogę dotarliśmy autobusem miejskim na parking przy latarni morskiej. Stąd też zaczęliśmy naszą przechadzkę.

Siły na pokonanie schodów najwyższej w Polsce latarni może i by się znalazły, lecz oto wycieczka dzielnych zuchów zatarasowała wejście do kasy. Pozostało virtualne zwiedzanie w postaci kilku foto i ruszyliśmy ku wodzie.


Było już mocno po południu a Międzyzdroje niczym miraż tańczyły na rozgrzanym horyzoncie.
Plaża taka jakaś "wielkomiejska", mimo to wyludniona... może z powodu wody, która przypominała raczej zupę z glonów niż zaproszenie do kąpieli.


Chociaż zaproszenia nie było to jednak z przymusu bardziej, aby nie ulec przegrzaniu, bo ciało upocone, zanurzyłem się w otchłani. Gorzki posmak brudnej jak na nasze standardy wody czułem już do końca dnia.
Sylwiunia się nie kąpała, ruszyliśmy więc depcząc różności i rozmaitości. Małe ostre muszelki wysypane były wraz z glonami na całej plaży.


Staraliśmy się idąc nabrać właściwego tempa, choć nie było łatwo po podróży pociągiem i wciąż rosnącą temperaturą powietrza. Do Międzyzdrojów 11 km, nocleg odbędzie się na miejscu całkiem "w ciemno" jak to w naszym starożytnym zwyczaju. Spanie na plaży wykluczone ze względu na pamiętny incydent w okolicach Łeby pewnego lata, który zmienił na zawsze nasz "koncept" noclegów.



Około trzech kilometrów przed celem, kiedy już pusta plaża robiła się nudnawa zaczyna się całkiem nudna plaża z obywatelami nudystami, najpierw tymi "kochającymi inaczej" a potem golasami klasycznymi, czyli na oko jako takie 95% gołe facie a 5% gołe lub pół gołe panie, niczym podstarzałe Ewy z Raju.
Golizna szybko minęła i cel był już w zasięgu.
W Miedzyzdrojach byliśmy tak zmęczeni, iż jako piękne jawiło się nam pierwsze lepsze pole namiotowe, choć piękne to ono (jak się później okazało) nie było. Rozbiliśmy namiot i odstali my w kolejce do prysznica. Stan sanitariatów był opłakany, poparzyłem sobie nawet przez pomyłkę umęczoną stopę wrzątkiem z kranu co całkiem wyczerpało nasz limit błędów kondycyjnych.


Potem już tylko wczesna kolacyjka i luli...


Pierwsza noc na polu, bez refleksji, bez zachwytu, bez energii.
Czas spać...
Ale łatwo powiedzieć, gdy obok impreza żywiołowych studentów...
O 24-ej przyszedł ochroniarz pola i grożąc policją uspokoił towarzystwo i nastał kompromis pomiędzy ciszą nocną a nocnym echem kurortu.





Brak komentarzy: